Załadunek statku i początek zimowania

W ostatnich dniach sporo się u nas działo. 1 kwietnia wpłynął do Zatoki Admiralicji statek Polar Pioneer i to wcale nie był żart, bo wieczorem rozpoczęliśmy tankowanie paliwa.

Na ten moment czekaliśmy od paru ładnych dni – grupa letnia siedziała na walizkach, a my przygotowywaliśmy się, żeby cała akcja przebiegła szybko i sprawnie. Data przypłynięcia statku Polar Pioneer stale się oddalała ze względu na parodniowe sztormy, które nawiedziły Stację (wiatr wiejący z prędkością 140km/godz. wyrwał nam drzwi z hali agregatów i uszkodził maszt flagowy przed wejściem).

W końcu w piątek 1 kwietnia Polar Pioneer odezwał się na kanale 16. Naszym kolegom z grupy letniej mocniej zabiło serce, bo to był ich transport do domu, a my, grupa zimująca, odczuliśmy lekkie podekscytowanie, że już niedługo miało rozpocząć się zimowanie, a utrzymanie Stacji przez najbliższe 8 miesięcy będzie spoczywać tylko na naszych barkach.

Pogoda była wyjątkowo łaskawa – ot, w nocy trochę popadał śnieg, lekko powiało, ale ominęło nas pogodowe piekło wielu rozładunków i załadunków, które miały miejsce przed nami.

Nic więc dziwnego, że tankowanie paliwa do zbiorników na tzw. „Jedynce”, czyli kawałku wybrzeża pod szczytem Point Thomas oddalonym od Stacji o kilkaset metrów, rozpoczęliśmy z uśmiechami na ustach. Trochę było szarpania się z ciężkimi cumami, rzuconymi ze statku, żeby utrzymać go w miarę w jednej pozycji, i wężami paliwowymi, którymi było podawane do zbiorników kilkadziesiąt ton paliwa na całą zimę.

Jako jedyna osoba znająca biegle rosyjski dyżurowałam z kolegami przy zbiornikach, żeby w razie czego usprawnić komunikację (w załodze Polar Pioneera są sami Rosjanie). Udało mi się również wejść na chwilę na statek na ciepłą herbatę i pogawędkę z paroma osobami, z którymi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić podczas naszego 40-dniowego rejsu.

W sobotę nad ranem wyruszył pierwszy transport PTS-em („Kruszynką”, jak Damian pieszczotliwie nazywa swojego podopiecznego vel „Czarną Perłą”, które to określenie zawdzięcza pirackiej fladze, którą Damian dostał do Sylwka na urodziny) ze wszelkim śmieciem, złomem i starym sprzętem, który, odesłany do Polski, zostanie zutylizowany lub poddany konserwacji. Oprócz tego na statku przypłynęła część zaopatrzenia i trochę świeżych warzyw i owoców, które obecnie jemy z odpowiednią czcią, bo do listopada będziemy musieli obejść się smakiem jeśli chodzi akurat o tę część diety.

Równolegle Stację powoli zaczęli opuszczać członkowie grup letnich, tzw. „letnicy”. To był akurat smutny moment, ponieważ przez ten czas zdążyliśmy się zżyć ze sobą. Ale mamy nadzieję, że z częścią osób uda nam się spotkać po powrocie.

W nocy z soboty na niedzielę pogoda się załamała i dwa ostatnie transporty zostały wykonane w niedzielę rano. O 10:30 Polar Pioneer zniknął za horyzontem, kierując się w stronę stacji argentyńskiej Carlini i Lions Rump, skąd miał odebrać ładunek. A później do Mar del Plata, gdzie większość osób przesiada się na samolot i różnymi drogami wraca do domów.

To co dla jednych było końcem, dla nas było nowym początkiem – od niedzieli rozpoczęliśmy zimowanie. Na początku było trochę dziwnie, że jest nas tak mało, bo jednak 8 osób w porównaniu do 20 robi różnicę, ale już powoli się przyzwyczailiśmy do nowej rzeczywistości.

Na razie dla niektórych wyzwaniem większym niż załadunek okazało się gotowanie posiłków dla grupy w ramach dyżuru, ale na razie (żeby nie zapeszyć) wygląda na to, że mamy ukryte talenty kulinarne, tak więc jest szansa, że z głodu nie zginiemy 😉

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.