Wyprawa na Spitsbergen – skąd ten pomysł?

Dobre pytanie, pewnie większość z osób co nas nie zna pomyślała, że marzyliśmy o tym od dawna, a przygotowania do wyprawy spędzały nam sen z powiek…

Nic bardziej mylnego. Zaczęło się od – dzięki Kasiu 🙂 – koleżanki, która w mojej dotychczasowej pracy, w kuchni oznajmiła o „takiej ofercie pracy, że nie uwierzycie”, którą pokazał jej mąż. Nie mając nic do stracenia, CV i List Motywacyjny wysłałem jeszcze tego samego dnia. A czemu nie? ciekawość i cień szansy na zrobienie czegoś bardziej szalonego niż praca za biurkiem wygrała. Następnego dnia telefon z Polskiej Akademii Nauk, że jestem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną – to już nie przelewki… Na tą wiadomość moja żona, Dagmara szybko wysłała swoje CV. Po mniejszych i większych trudnościach po drodze, byliśmy już oboje po rozmowie kwalifikacyjnej nie wiedząc czy nas „chcą czy nie” 🙂

3 tyg. oczekiwania i niecierpliwy mój telefon do PANu: zostałem geofizykiem, a Dagmara pracownikiem administracji.

Pierwsza przeszkoda pokonana, następne w kolejności były badania lekarskie w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej, czyli Medycyna Pracy w trochę bardziej szczegółowym wydaniu. Na szczęście obyło się bez niespodzianek. A jak nasze zdrowie sprawdzi się w praktyce, okaże się już za niedługo. To co można zdiagnozować na miejscu, przed wyjazdem, pozwala na wyeliminowanie, choć trochę zagrożeń, które mogą nas spotkać.

Kolejnym etapem są szkolenia. Indywidualne, związane z charakterem pracy oraz wspólne, całej grupy zimującej. Ja, pierwsze szkolenie mam już za sobą: sejsmografia. Miałem je wraz z koleżanką, która też będzie geofizykiem, Martą.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.