Wiatr [Film]

Na „Arctowskim” potrafi zawiać – mówi się wtedy, że „idzie zło”, lub, bardziej dosadnie, „nadchodzą ciulowe dni”.

Pogoda to temat rzeka, który w miejscach takich jak to ze zwykłych pogaduszek wypełniających czas, zamienia się często w dłuższe rozmowy. W dodatku połączone zazwyczaj z planowaniem i kombinowaniem, kiedy nastąpi najbliższe okno pogodowe,  żeby można było wykonać prace terenowe lub wyjść na wycieczkę. Zazwyczaj bowiem przez większą część roku pogoda nie rozpieszcza, a słoneczne dni to prawdziwy rarytas. Kiedy natomiast jest naprawdę źle, mówi się „ale piździel” (na Spitsbergenie była „dupówa”) i ubiera cieplejsze skarpety. Bo wieje.

A jak wieje, to świat się wywraca do góry nogami. Porywy wiatru potrafią dochodzić do 200 km/godz., a opowieści o zerwanych dachach czy wywianych szkłach kontaktowych mają mocne oparcie w rzeczywistości. Wiatr wyje, jęczy, świszcze, gwiżdże, mruczy – kiedy powietrze przedostaje się przez każdą możliwą szczelinę i szparę, powstaje niezwykła kakofonia dźwięków, To wtedy, mimo ogrzewania, w pokojach robi się zimniej, a budynek trzęsie się pod naporem wiatru. Raz nawet tak zawiało, że na chwilę pozatykały nam się uszy, a kalendarz na ścianie w pokoju Piotrka zaczął wyprawiać dziwne harce.

Od zatoki wiatr niesie drobne kamyki, które niemiłosiernie tłuką po ścianach Samolotu, a laboratorium biologiczne właśnie z tego powodu wyposażono w pancerne szyby. Przy drodze do hali agregatów są rozstawione w pewnej odległości tyczki połączone sznurem, żeby przy silniejszym podmuchu było się czego złapać. Ale czasem nie warto walczyć – lepiej przykucnąć i przeczekać silniejszy podmuch, a jak ma się wyjść na zewnątrz, to też lepsza jest cierpliwość niż wylecenie na zewnątrz wraz z trzaskającymi drzwiami (lub dostanie drzwiami w głowę, jak to mi się w lecie przytrafiło).

Dlatego lepiej nie zostawiać nic na zewnątrz – narty lub łopaty wbite w śnieg przed wejściem w kontakcie z wiatrem mogą stać się śmiercionośną bronią. Raz wiatr nam porwał beczki z paliwem i była chwila grozy, czy wszyscy są bezpieczni – tego dnia doliczono się z początku 7 osób, bo ja akurat ucięłam sobie poobiednią drzemkę i dopiero po chwili musiałam wszystkich uspokajać, że żyję i żadna beczka mnie nie dosięgła.

Nie stwierdziliśmy jeszcze czy przy takiej pogodzie pingwiny zaczynają latać, ale ludzie na pewno tracą grunt pod nogami. Więc jak mocno wieje, to raczej siedzimy w bazie, jeśli nie musimy nigdzie wychodzić. A w środku wtedy jest jeszcze fajniej, tylko czasem głowa pobolewa.

I jeszcze na koniec filmik, który w jakiejś części oddaje tutejsze atrakcje pogodowe:

 

Pin It

10 komentarzy do “Wiatr [Film]

  1. Taki silny wiatr to pewnie też spore skoki ciśnienia, zarejestrowaliście jakiś rekordową dzienną zmianę ciśnienia atmosferycznego podczas pobytu?

    • Czasem są silne skoki, ale ciężko mi powiedzieć jak duże, nie mam czym podejrzeć dane i obliczyć to. Poza tym nie do mnie należą te stacje meteo.

      • Może macie coś takiego, jak barograf. On wszystko ładnie wyrysowuje 🙂
        Podobny, a może i mocniejszy wiaterek miałem na Col Trident, gdy zamurowało nas na kilka dni w bivacco Ghilione w drodze na Mont Blanc. Bardzo fajne wrażenia, jak schron chce odlecieć z zawartością 3 ludzi w siną dal 🙂 Pozdrawiam Was ciepło 🙂

        • Barograf jest, ale nie jest wykorzystywany. Nawet nie wiadomo czy sprawny i czy jest papier do niego. Skoki ciśnienia dałoby się wyliczyć, ale nie mogę dysponować danymi stacji meteo, które mają swoich właścicieli 🙂

  2. To właśnie życie w rytmie pogody i w rytm pływów, jest istotą zimowań w odosobnionych miejscach. Miałem taką niebywale satysfakcjonującą możliwość, spędzenia dwóch zim tuż za kołem polarnym na wyspie 800m x 200m.
    Z en.el. i bieżącą wodą oraz ogrzewaniem piecowym – palenie drewnem dryftowym. Skrajne elementy meteorologiczne: max wiatr 37-38 m/s, temp. -15 st.C (krótkotrwale), opad deszczu 70-100 mm/24h przez kolejne 5 dób. Śniegu nie za wiele – wywiewało. Najdziwniejszym zjawiskiem nie była zorza polarna, nie noc polarna, tylko CISZA z braku wiatru! Zdumiewająca, niepokojąca, wręcz trwożąca. Trwająca max 1/2 h. 🙂
    Powodzenia.

    • Brzmi fantastycznie! A co to była za wyspa? To był taki wypad w ramach oderwania się od cywilizacji czy miał związek z pracą?
      W takich miejscach człowiek czuje niesamowitą, wręcz namacalną więź z naturą. Trudno potem wrócić do „normalności”…

      • Tak, to było oderwanie się od cywil…, po kilkuletnim wyścigu szczurów. Z żoną, postanowiliśmy sobie sami zafundować emeryturę, ale w wieku, w którym można jeszcze na coś się porwać.
        http://fri.info.pl , zasadniczo zakładka „o wyprawie do Norwegii”. Wyspa Borterøya, archipelag Risvær, administracyjnie archipelag Vesterålen, zwyczajowe wewnętrzne Lofoty – [68° 16.15’N ; 15° 06.90’E].
        Pozdrawiam,

  3. Mnie zastanawia. Czemu przy chyba wszystkich Stacjach Polarnych nie instaluje się dużo/dużych turbin/pomp wiatrowych które by mogły sprężać powietrze. Ptaki tam raczej nie latają a nawet jeśli to można zainstalować turbiny o pionowej osi obrotu jak na tym filmie tylko większe a nadmiar energii sprężyć pod ziemią w wydrążonych zbiornikach lub jeszcze chyba łatwiej zrobić odwiert i dowiercić się na głębokości kilkudziesięciu czy kilkuset metrów w lądolodzie-to bliżej Bieguna. Na tej głębokości wydrążyć zbiornik.Zrobić to raz i działa przez dziesięciolecia jak tama na rzece. Ile by co roku ton paliwa zaoszczędzono do ogrzania takiej stacji jakby wszystko na prąd było z turbiny wiatrowej.
    Drugi sposób to OTEC czyli wykorzystać różnice w temperaturze powietrza i lodu lub wody morskiej.Najlepiej to by się chyba sprawdziło na środku Bieguna Południowego bo lód paręset metrów pod powierzchnią ma temperaturę stałą a na powierzchni -70 w zimie.To można wydrążyć tunele jakimś Przewiertem sterowanym czy mikrotuneling.Aby tunele wyglądały jak rury ułożone w ziemi do pomp ciepła (jak poziomo chłodnica samochodowa czy parownik w lodówce) i na powierzchni zainstalować skraplacz/jakąś chłodnie kominową. Substancja (np.dwutlenek węgla) wrzała by pod lodem odbierając ciepło przechodziłaby przez turbinę lub silnik Stirlinga a skraplałaby się na powierzchni od mroźnego powietrza i spływała ponownie kilkaset metrów w dół. Prąd by był.

    • Dzięki za ciekawy komentarz. Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno chodzi o koszty realizacji. To 15000km od Polski, trzeba wysłać fachowców i ciężki sprzęt. Jak to przetransportować ze statku na ląd? Tu nie ma portu.
      Ptaki są (nie tylko pingwiny). Dwa lata temu turbina HAWT rozpadła się, a ostatnio VAWT uszkodziła. Pewnie są odpowiednie konstrukcje na takie warunki jak tutaj, ale pewnie znów chodzi o pieniądze. Trzeba też poczytać ustalenia Traktatu Antarktycznego i co tu wolno, a czego nie. Taki głęboki odwiert może wymagać odpowiednich pozwoleń.
      Drugi sposób o którym piszesz pewnie też będzie problematyczny. Temperatura wody w zatoce to przez większość czasu ok. 0’C, a temp. powietrza zmienia się od dodatniej po ujemną. Pewnie sam ten fakt już stwarza problemy.
      Silniki Stirlinga słabo pracują przy różnicy temperatur 10’C, a takie tutaj najczęściej są. Kilka dni letnich może mieć +10, a inne -10.
      Przeszkodą może też być sposób finansowania stacji. Co innego wyłożyć co roku tą samą kwotę na paliwo i czasem nowy agregat, a co innego zainwestować 5x tyle jednorazowo.
      Jak masz pomysł na to, jesteś w stanie zaprezentować gotowe rozwiązanie na tutejsze warunki, możliwości, które sprawdzi się i zapewni np. 50% energii, a do tego będzie akceptowalny kosztorys to prześlij do IBB PAN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.