Urodziny Piotrka

I w końcu przyszedł czas na Piotrka – jego 34 rocznica urodzin, którą świętowaliśmy 21 kwietnia, po raz kolejny wypadła w niesamowitym miejscu. Z tej okazji nie mogło zabraknąć domowych przepisów, które uświetniły ten szczególny moment.

Mowa oczywiście o słynnym przepisie na tort bezowy z masą kawową, którego receptura jest w mojej rodzinie przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ciocia Grażyna, która chyba jako jedna z nielicznych osób potrafi go piec, a która ze względu na wiek i brak kulinarnych następców wyrażała zaniepokojenie przyszłością tej smacznej tradycji, jakiś czas temu mogła odetchnąć spokojnie. Przepis przejął Piotrek i za każdym razem to cudo wychodzi mu dokładnie tak, jak nakazuje receptura.

Tort orzechowy uświetnił moje urodziny w Hornsundzie, a teraz trafił na kolejną stację polarną; Ciocia może być dumna 🙂 I między innymi dzięki takim drobiazgom czujemy się tutaj naprawdę jak w domu, kultywując zwyczaje, do których jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień w Polsce.

Ale zanim tort powstał, pojawił się zasadniczy problem – jak utrzeć orzechy, nie mając odpowiedniego młynka? Ale że w końcu na stacje polarne zazwyczaj trafiają osoby, które potrafią zrobić coś z niczego, Piotrek wykorzystał resztki starej maszynki i wkrętarkę. Efekt był bardziej niż zadowalającym, a beza się udała.

W ramach prezentu udało mi się namówić część naszych przyjaciół do nagrania filmików z życzeniami (to heroiczna decyzja, bo w końcu nie każdy lubi się nagrywać i mówić cokolwiek do mikrofonu), co dla nas obojga było niezwykle miłym akcentem. Nie ukrywam, że były to dla nas również wzruszające chwile.

Natomiast Sylwek, nasz medyk i lokalny rękodzielnik, znów stanął na wysokości zadania i zrobił niewielki model naszego zbiornika na paliwo ze wszystkich chyba możliwych śmieci jakie znalazł (to się nazywa sztuka recyklingu) – efekt był świetny – oraz „wyprodukował” butelkę słynnej „sylwówki”. Tym razem w wersji light, bo zaledwie 40% alkoholu… ale pamiętać ją z pewnością będą zagraniczni naukowcy, którzy spędzali z nami lato, a Fatima, lekarka ze stacji brazylijskiej Ferraz, do dzisiaj nie chce o niej słyszeć 😛

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.