Święta Bożego Narodzenia

Przez ostatnie kilka dni sporo się u nas działo jak u większości z Was. A że świąteczny nastrój jeszcze nas nie opuszcza, z tym większą przyjemnością opiszemy Wam, jak spędzaliśmy Boże Narodzenie.

O naszych przygotowaniach do Świąt z pewnością już czytaliście. W porównaniu do Wigilii, którą przygotowywaliśmy w Hornsundzie, ta miała być mniej kameralna – w Stacji przebywało 21 osób, w tym 2 obcokrajowców. Dla niektórych były to pierwsze Święta bez ich najbliższych (nie mówiąc o tym, że każdy z nas przeżywał tę rozłąkę w mniejszym lub większym stopniu), do tego część z nas była przyzwyczajona do tradycyjnych Świąt z kolędami i ulubionymi potrawami wigilijnymi, więc tym większa była motywacja, aby było prawie jak w domu. I, słuchajcie, to nam się udało 😉

24 grudnia od rana w Stacji rozbrzmiewały kolędy, część osób ubierało choinkę, przygotowywało obrusy, z kuchni dobiegały smakowite zapachy, a elfy, Aniołek, Dzieciątko, Gwiazdor, Święty Mikołaj (i kto tam jeszcze według regionalnej tradycji się tym zajmuje) przygotowywali ukradkiem prezenty, które potem cierpliwie czekały pod choinką na rozpakowanie po wieczerzy wigilijnej. Nie zawiódł też internet, który tego dnia był wyjątkowo łaskawy i każdy bez problemu dodzwonił się do kraju, żeby złożyć życzenia swoim bliskim. Nie zabrakło też bałwana, który pojawił się przed wejściem do Stacji (zima w Polsce niestety zawiodła, ale u nas cały czas jest jeszcze sporo śniegu, choć rozpoczyna się u nas antarktyczne lato).

Trudno było zgodnie z tradycją zasiąść do wigilijnego stołu wraz z pierwszą gwiazdką, bo dzień mamy już bardzo długi i prawie całą dobę jest jasno, więc całość rozpoczęła się o godz. 18 – tradycyjnie, lekturą Nowego Testamentu i łamaniem się opłatkiem (tu podziękowania dla Cioci Piotrowej, która o tym opłatku pamiętała, a który przetrwał nieuszkodzony całą podróż w pudełku z grą planszową).

Na stole nie zabrakło tradycyjnych potraw (tych bardziej i mniej znanych) – Asia zachwyciła wszystkich pstrągiem faszerowanym i karpiem w galarecie, Damiana nosili na rękach za wspaniałe makówki (debiut kulinarny – i to jaki!), moja kutia konkurowała z kluskami z makiem, cudownie smakował barszcz z uszkami i pierogi z kapustą. Tylko nasi goście z Chile dziwili się, że u nas jest tyle potraw na stole (naprawdę jesteście w stanie zjeść ich 12?!), bo u nich jest jedno główne danie i to zazwyczaj mięsne.

Bardzo miłym akcentem dla nas-krakusów była mała krakowska szopka, którą specjalnie dla Stacji przygotował pan Jerzy.

Po Wigilii dobraliśmy się do prezentów pod choinką (hitem były koszulki z logo Stacji), a po wspólnym kolędowaniu obejrzeliśmy w mesie film. O północy, zgodnie z tradycją, poszliśmy na Pasterkę pod kapliczkę przy latarni morskiej.

Nocne kolędowanie połączyliśmy z życzeniami dla Adama, który 25 grudnia obchodził 33 urodziny. Akurat miał w tym czasie dyżur na agregatach i zupełnie się nie spodziewał, że tak szybko złożymy mu życzenia urodzinowe.

Tak więc, jak już się domyślacie, pierwszy dzień Świąt upłynął nam urodzinowo (Asia znów stanęła na wysokości zadania i upiekła wspaniały tort). A na świąteczny obiad był pieczony indyk nadziewany kaczką (specjalność Jarka). Oczywiście, nie mogło też zabraknąć drinków, a że najlepszy do nich jest lód lodowcowy, Asia wybrała się na brzeg w poszukiwaniu growlersów (mniejszych brył dryfującego lodu lodowcowego).

To jeszcze nie był koniec świętowania – zgodnie z tutejszą tradycją, drugiego dnia Świąt zaprasza się gości. Jak myślicie, kto nas odwiedził? Oczywiście nasi koledzy ze stacji brazylijskiej! Jednak tym razem było mniej tańców, a więcej wspólnych rozmów i nawiązywania znajomości – nie wszystkie imiona udało nam się zapamiętać, ale przynajmniej już wiemy, że drink, którym po raz kolejny zostaliśmy poczęstowani to caipirinha 😉

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.