Sphinx i Krzemień

W weekend, korzystając z okna pogodowego, wybrałyśmy się z Asią na dwa okoliczne szczyty za Lodowcem Ekologii – Sphinx i Krzemień.

Bo oczywiście, zgodnie z powiedzeniem Piotrka, „tam nas jeszcze nie widzieli”. Krzemień kusił od dłuższego czasu nazwą (nasz energetyk Leszek tak się nazywa, a poza tym sam szczyt razem z Tarnicą tworzą swojską parę), a Sphinx charakterystycznym kształtem, którym przypomina to mityczne zwierzę.

Szybki rzut oka na mapkę, gdzie oba szczyty się znajdują:

Mapa okolic Stacji

Przez Lodowiec Ekologii Asia jak zwykle prowadziła, ja posłusznie dreptałam za nią i za liną, którą byłyśmy związane. Korzystając z okazji, że Asi wypadły i zjechały kilkanaście metrów w dół po lodzie okulary przeciwsłoneczne, podeszłyśmy pod lodospad, który powstał dzięki nierówności terenu pod warstwą lodowca. Przez to część lodu zawisła na niewielkiej skale, a reszta spłynęła po jej obu stronach.

Na grzbiecie Sphinxa, który okazał się dość płaski i poryty zmrożonym dywanem mchów, zrobiłyśmy dłuższą przerwę. Wdrapałyśmy się też na „grzywę”, ale już na”głowę” nie chciałyśmy się upierać, bo było dość stromo. Zaskoczył nas tam natomiast całkowity brak wiatru, co przy dość słonecznej pogodzie umożliwiło bezkarne wygrzewanie się na skale dobre kilka minut (zaskoczyło, bo tutaj prawie zawsze wieje i rzadko kiedy można pozwolić sobie na dłuższe przerwy w marszu, żeby od razu nie zaczęło się robić zimno).

W drodze powrotnej, kiedy postanowiłyśmy okrążyć Sphinxa i zahaczyć o Lodowiec Baranowskiego, na wodach Zatoki Admiralicji zobaczyłyśmy znajomy widok. Na falach unosiło się biało-czarne, ruchliwe stadko, a widoczne z oddali łebki ptaków raz zanurzały się w wodze, a raz wynurzały nad jej powierzchnię. Pingwiny wracają na wyspę! Kiedy tak zaczęłyśmy radośnie wołać, całe towarzystwo wzbiło się w powietrze i za chwilę usiadło na okolicznych skałkach. To były kormorany antarktyczne, a mnie się przypomniał na tę okoliczność zabawny materiał zrobiony przez BBC. Jeszcze parę tygodni musimy poczekać na powrót naszych poczciwych nielotów…

W drodze powrotnej na lodowcu dopadł nas marznący śnieg, który szklistą warstwą poobklejał odzież i sprzęt, więc po powrocie do Stacji czekało nas gruntowne suszenie. Dobrze, że akurat nikt nie robił większego prania i w suszarni było sporo miejsca 😉

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.