„Samolot”

Ostatnio było o widoku za oknem jaki widzimy każdego dnia, a dzisiaj parę zdjęć z wnętrza „Samolotu” – głównego budynku mieszkalnego i reprezentacyjnego Stacji im. Arctowskiego.

Odnośnie samej nazwy budynku, to słyszeliśmy dwa wytłumaczenia – pierwsze to takie, że swoim kształtem przypomina samolot, a drugie, że podczas huraganowych wiatrów, które dość często nawiedzają Wyspę Króla Jerzego, zaczyna wydawać dźwięki startującej w powietrze maszyny. Oba wydają się całkiem uzasadnione. W drugim przypadku wiatr potrafi przedostać się do środka wszelkimi możliwymi szczelinami, wydając masę przeróżnych dźwięków, czasem zaczynają się huśtać wszystkie obrazki na ścianach w pokojach, a jak dodatkowo podmuchy uniosą drobne kamyczki od strony morza, po ścianie budynku potrafi przejść seria jak z karabinu maszynowego. Nie mówiąc już o tym, że budynek cały drży w posadach od podłogi aż po sufit. W takich warunkach nie ma się co dziwić, że w 2003 roku huragan zerwał część dachu w jadalni.

Stacja oficjalnie zaczęła działalność 26 lutego 1977 roku. Pierwszy „Samolot” mieścił 20 miejsc noclegowych, potem, po pełnej modernizacji placówki w latach 1997-1998 (22 wyprawa antarktyczna) budynek został zastąpiony ciągiem kontenerów mieszkalnych, które stoją do dziś (tak budynek wygląda z góry). Aktualnie, po niewielkich przemeblowaniach wykonanych podczas naszej wyprawy, w „Samolocie” jest 14 pokoi jednoosobowych (wcześniej część z nich pełniła funkcje składzików lub pomieszczeń technicznych). Jeden z nich tymczasowo został zaadaptowany na czas naszego pobytu pod infrasaunę (tylko trochę i śmieszne i przerażające jest to, że wszystkie okna w pokojach się nie otwierają).

 

Oprócz tego w „Samolocie” mieszczą się pomieszczenie techniczne (dawniej pokój Iridium – znajdował się tutaj telefon satelitarny; obecnie przeniesiony przez Piotrka do mesy, żeby lepiej go było słychać, choć teraz już rzadko odbieramy z niego rozmowy przychodzące. Częściej wykorzystywany jest telefon VOIP o numerze warszawskim), toalety, łazienka z prysznicem i pralką oraz suszarnia.

Głównym korytarzem przechodzi się do mesy; po drodze znajduje się niewielkie pomieszczenie z ogólnodostępnym komputerem i drukarkami oraz wszystkimi urządzeniami sieciowymi.

W mesie natomiast znajduje się stół, przy którym spożywamy posiłki oraz ława z fotelami, które wraz z barem tworzą miłą przestrzeń do nieformalnego spędzania czasu (puzzle na zdjęciu wraz z maskotką na barze są unikatowym przykładem obecności niedźwiedzi polarnych w Antarktyce). Dalej znajduje się kuchnia i magazyny z żywnością – reszta jest przechowywana w kontenerach chłodniczych. Alkohol reprezentacyjny jest zamknięty w osobnym pomieszczeniu kantyny (klucz jest pod opieką kierownika) na zapleczu „Samolotu” (alkohol na własne potrzeby zamawialiśmy jeszcze w Polsce, co w rocznym rozrachunku okazało się dość bolesnym uderzeniem po kieszeni).

Budynek w środku jest wyłożony drewnem, na ścianach wiszą mapy okolicy, gablotki z okazami mineralogicznymi czy botanicznymi, a w mesie zdjęcia poszczególnych wypraw – w przeciwieństwie do tych z Hornsundu, gdzie wszystkie wyprawy fotografują się razem na jednym zdjęciu, tu większość wypraw preferowała tablo z osobnymi zdjęciami wszystkich zimowników, często w sytuacjach nieoficjalnych. My jeszcze nie wybraliśmy naszego zdjęcia, ale wygląda na to, że będzie to jedna wspólna fotografia 😉

Całość sprawia dość miłe i przytulne wrażenie, co też często chwalili zagraniczni turyści, odwiedzający latem Stację. Przydałby się co prawda remont niektórych pomieszczeń, ale miejmy nadzieję, że i na to przyjdzie czas.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.