Ostatnia wizyta Brazylijczyków

W piątek Marta obchodziła urodziny, na które zaprosiliśmy naszych kolegów ze stacji brazylijskiej Ferraz. Niestety, już po raz ostatni.

Śmialiśmy się, że z całej naszej ekipy Marta się najbardziej postarzała, bo jej poprzednie urodziny wypadły podczas rejsu „Polar Pioneerem”. Z tej okazji przygotowaliśmy z Sylwkiem smaczny obiad, a Asia upiekła tort. Nie zabrakło też prezentów, w większości wykonanych ręcznie (ja zrobiłam dla Marty bransoletkę z muliny – wróciłam do tego zajęcia po wielu latach przerwy, nie licząc wyjazdu na Spitsbergen, bo w codziennym zabieganiu trudno było znaleźć na to czas).

Ucieszyła nas wizyta Brazylijczyków – ostatnimi czasy to my wpadaliśmy do nich na popołudniową kawę przy okazji wyjść w teren, więc wypadało się godnie zrewanżować. A poza tym to najprawdopodobniej ostatnie spotkanie z naszymi sympatycznymi sąsiadami (więcej o brazylijskiej stacji Ferraz możecie poczytać w tym wpisie). Pamiętam, jak po rozpoczęciu zimowania (na Ferrazie letnicy wyjechali pod koniec lutego, czyli miesiąc wcześniej niż na „Arctowskim”) Fatima powiedziała, że teraz zostajemy sami w Zatoce i powinniśmy dbać o siebie.

Ich grupa zimująca liczy 15 osób, wszyscy są wojskowymi, a nasza zaledwie 8 (i jak wiecie, z wojskiem nie mamy wiele wspólnego – no dobra, może naszego wysłużonego PTS-a). No i na Ferrazie jest dodatkowo zatrudniony kucharz na cały rok, a u nas gotuje każdy po kolei w ramach dyżuru. Różnic jest sporo i to nie tylko kulturowych, ale i tych dotyczących warunków pracy czy wyposażenia samych stacji, ale udało nam się znaleźć wspólny język i spędzić razem wiele miłych chwil, które na długo pozostaną w naszej pamięci.

Korzystając z łagodnej zimy i możliwości pływania odwiedzaliśmy się kilka razy w okresie zimowym. Nocą my widzieliśmy światła ich stacji, a oni naszej i myślę, że każdemu było dzięki temu raźniej.  Byliśmy też w kontakcie e-mailowym z Fatimą, która nawet odważyła się upiec chleb na zakwasie według przepisu Piotrka.

I nagle okazało się, że ten czas, który spędzamy wspólnie na Wyspie Króla Jerzego coraz bardziej się kurczy, a my wszyscy widzimy się być może po raz ostatni. Brazylijczycy też już liczą czas do powrotu, choć u nich wymiana grup zimujących odbywa się miesiąc później, pod koniec listopada.

Każdy z nas dostał w prezencie japonki z logo Ferraza i kilka innych drobiazgów; odwdzięczyliśmy się albumami krajoznawczymi o Polsce, a my z Piotrkiem zapakowaliśmy naszym gościom na wynos świeżo upieczone obwarzanki krakowskie (Fatimę bardzo ciekawiło jak się je przygotowuje, więc stwierdziliśmy, że koniecznie musi ich skosztować zanim sama spróbuje je zrobić według naszego przepisu).

 

Osobiście bardzo nie lubię pożegnań i źle je znoszę, więc jeszcze stałam jakąś chwilę przy brzegu, kiedy nasi goście odpływali dwoma zodiakami w stronę swojej stacji po drugiej stronie Zatoki. Jeszcze jakiś czas temu myśl, że w Antarktyce spotkam Brazylijczyków, którzy po raz pierwszy w swoim życiu widzieli śnieg, a z którymi będę tańczyć sambę jak z nikim innym, byłaby niedorzeczna. Teraz myślę sobie, że wiele rzeczy jest możliwych…

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.