Ostatnia studniówka

Czas płynie nam powoli, ale nieustępliwie – według wstępnych obliczeń, w sobotę wypadło równo sto dni do końca naszego zimowania. Te okazję postanowiliśmy uczcić uroczystą „studniówką”.

Przygotowania na ten szczególny dzień rozpoczęły się już wcześniej. Razem z Sylwkiem stworzyliśmy polarną grę planszową z pytaniami dotyczącymi historii Stacji oraz zabawnych historii związanych z naszym zimowaniem. Przedstawia ona w pewnym skrócie najważniejsze budynki Stacji, pomiędzy którymi przemieszczają się gracze mający do pokonania drogę od statku Polar Pioneer i z powrotem na jego pokład. Po drodze czyhają liczne niebezpieczeństwa takie jak dyżur na agregatach wypadający raz na 8 dni (wtedy traci się kolejkę) oraz sobota co 7 pól, którą trzeba uczcić toastem „sylwówki” (trunek sporządzany przez Sylwka, który regularnie na każdej imprezie letniej skutecznie niszczył po kilka osób. Teraz, z racji kończącego się zimowania i zapasów alkoholu, syrop rozrabia się z wódką, a nie spirytusem). Istnieje też możliwość przeniesienia się w czasie i przestrzeni – np. za wejście na mszarnik gracz za karę musi się cofnąć z powrotem do Samolotu na dywanik do pokoju kierownika, ale jeśli trafi na pole z niespodzianką, przenosi się do jednego z czterech światów – na Demay’a (Kraina Grzybów), Lions Rump (LR OK), Ferazjanii (Stacja Ferraz) oraz Anus Mundi, z którego już nie ma powrotu i wypada się z gry.

Oprócz tego Sylwek stworzył monidło z kosmitą i nieodłącznymi świniami, które już chyba na wieki pozostaną symbolem naszej wyprawy.

 

Przygotowaliśmy również specjalne zaproszenia, żeby zmotywować towarzystwo do bardziej eleganckiego ubioru, co w większości się udało.

W sobotę nie mogło zabraknąć różnych smakołyków, więc Piotrek zrobił tatar, za co męska część grupy chciała go nosić na rękach, a ja tort z malinami, które jakimś cudem uchowały się w chłodni (mnie już na rękach nosić nie chcieli, bo tort był na dobitkę, kiedy już wszyscy byli spasieni).

Gra cieszyła się dużym zaangażowaniem. Ja i Sylwek nie braliśmy w niej udziału, gdyż sami układaliśmy pytania, ale razem ze wszystkimi mieliśmy ubaw, kiedy grający musieli udawać kryla albo robić fikołki w ramach kosmicznych sztuczek. Na koniec była okazja do zrobienia sobie zdjęć za różową ścianką z tworzywa podobnego do styropianu, co wymagało pewnej zręczności.

Następnego dnia, Damian zgodnie z lokalną tradycją zapisał nową liczbę dni, które pozostały do końca zimowania na tablicy w kuchni oraz odciął kolejną kratkę na papierowym pasku wiszącym na ścianie. 100 dni to niby nie tak już dużo, ale w przeliczeniu na miesiące jednak wygląda bardziej poważnie. Oby tylko nas nie dopadł syndrom trzeciej ćwiartki z tej radości, że tak niewiele nam już do końca zostało 😉

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.