Na Patelni

„Patelnia”, „Rondel” – co to za miejsca? To nie błąd tłumaczenia, ani błąd językowy, tylko oficjalne nazwy poszczególnych punktów na mapie okolic Stacji. Bo „na Patelnię” idzie się nie tylko w celach turystycznych, ale i naukowych, kiedy raz na 10 dni trzeba wykonać monitoring ptaków i ssaków płetwonogich.

Miał być wpis o antenie zamontowanej przez Piotrka na Demay’u, ale że w komentarzach pojawiło się zapotrzebowanie na treści bardziej naukowe, nieco zmienimy kolejność wpisów 😉

Mądrzej na wspomniany we wstępie temat wraz ze stosownymi zdjęciami znajdziecie na fanpage’u Stacji (dany monitoring wchodzi w skład programu badawczego realizowanego przez naszą placówkę). U nas będzie mniej mądrze, bo w końcu naukowcami nie jesteśmy, ale bardzo chętnie naukowcom pomagamy i dajemy się wyciągać w teren przy każdej nadarzającej się ku temu okazji.

W Hornsundzie na takie osoby mówiło się „muły”, bo najczęściej taka pomoc kończyła się na noszeniu sprzętu potrzebnego w terenie, ale walory towarzyskie takich wspólnych wyjść był i są nieocenione 😉

Na Przylądek Patelnia w sumie daleko nie jest, bo w linii prostej jest to jakieś 10 km. Ale po drodze czają się takie atrakcje jak laguna pod Lodowcem Ekologii (o canoe już Wam pisaliśmy) i Lodowcem Baranowskiego, którą można również przejść po kosie. Tam canoe już niestety nie ma, więc zanim zaplanuje się wycieczkę na Patelnię, trzeba sprawdzić mapę pływów, aby znaleźć się dokładnie o tej porze pod Baranowskim, kiedy da się przejść ten odcinek trasy – suchą stopą to może nie, ale kalosze dają radę (ten, kto nie zdąży, zawsze może próbować szczęścia u kolegów zodiak driverów, którzy może poratują „polarną taksówką” jak tu od niedawna mówimy na nasze zodiaki).

Całość trasy osoby zajmujące się monitoringiem mają podzieloną na poszczególne sekcje (patrz mapa poniżej), a w każdej sekcji znajduje się określona ilość uchatek, krabojadów, fok Weddela czy słoni morskich (to do monitoringu ssaków płetwonogich) oraz ptaków (wydrzyki antarktyczne, petrelce olbrzymie, oceanniki czarnobrzuche etc.), które trzeba policzyć, opisać, sfotografować ew. obrączki i klipsy oraz oznaczenia wymrożone na ciele w przypadku płetwonogich czy oznaczyć i nanieść na mapie lokalizacje ptasich gniazd (teren zaznaczony na mapie to Antarctic Specially Protected Area czyli ASPA 128, na którym obowiązują ścisłe normy ochrony przyrody).

Mapa ASPA 128

Osobnym tematem są pingwiny, których kolonie bada się na różne sposoby. Najbliżej Stacji (okolice Rakusa Point) znajduje się kolonia pingwinów Adeli, przy Llano Point zaczyna się kolonia pingwinów białobrewych (kilkaset metrów dalej jest stacja Copacabana, która praktycznie stoi na pingwinisku), a przy samej Patelni mieszkają pingwiny maskowe, zwane potocznie „policjantami” ze względu na specyficzne ubarwienie głowy, przypominające kask. Oczywiście, pingwiny lubią się nawzajem odwiedzać i przedstawiciele tych 3 gatunków są spotykani w różnych lokalizacjach, ale w swoich rodzimych siedliskach występują w największej ilości.

Wydarzeniem było pojawienie się w kolonii pingwinów Adeli pingwina złotoczubego, ale była to pojedyncza wizyta. Szczęśliwym autorem zdjęcia i jedynym obserwatorem tegoż była Marta (za fotkę dziękujemy;) ) Natomiast nasze dwie koleżanki pracujące na Lions Rump zaobserwowały parę pingwinów królewskich (obie Anie przebywają tam w okresie letnim przez 5 miesięcy i zajmują się monitoringiem ptaków i płetwonogich).

Pingwin złotoczuby - samotny gość w kolonii adelek

A wracając do uroków monitoringu – wykonuje się go najczęściej we 2-3 osoby, bo wtedy łatwiej i szybciej można spisać obserwacje, sfotografować co trzeba, podzielić się sprzętem do niesienia i przede wszystkim zminimalizować ryzyko błędu w liczeniu. Pozyskane dane są już później opracowywane przez Martę, naszą specjalistkę w tej dziedzinie.

O ile do smrodu z pingwiniska można się od biedy przyzwyczaić (czasami, jak wiatr nas nie lubi, zalatuje aż pod Stację), o tyle do fetoru z tzw. chlewików, czyli skupisk słoni morskich już nie bardzo. Zawsze jest to walka z samym sobą, kiedy trzeba do nich podejść i sprawdzić z osobnikiem jakiej płci czy w jakim wieku ma się do czynienia. Nie mówiąc już o tym, że przechodzenie koło wielkich, kilkusetkilogramowych cielsk napawa lękiem i wiąże się z katastroficznymi wyobrażeniami bycia stratowanym (wcale nie pociesza fakt, że już niedługo będziemy liczyć uchatki, które masowo nas odwiedzą, a te podobno lubią dla sportu pobiegać za człowiekiem).

Miłym akcentem wycieczki jest postój (i oczywiście popas) w domku na Półwyspie Demay (na wyżej załączonej mapce pomiędzy Lodowcem Baranowskiego a Paradise Cove). Jest to drewniany domek-bliźniak tego, który znajduje się na Lions Rump, w którym można również przenocować (osobny wpis o Demay’u na pewno będzie, nie martwcie się).

Aktualnie w Stacji przebywa ok. 30 osób, a wśród nich naukowcy z Polski, Brazylii, Chile, Norwegii i Szwecji, tak więc sporo nowych twarzy, historii i oczywiście okazji do wspólnych wyjść terenowych.

4 komentarze do “Na Patelni

  1. Gdyby nie duże odległości i wymagana precyzja obserwacji, można by wykorzystać drony lub zdalnie sterowane pojazdy, aby uniknąć wchodzenia w strefę smordu 😉 Czym wymrażacie oznaczenia?

    • Tym właśnie zajmują się ludzie z projektu „Monica”. Zbierali dane z powietrza przy pomocy małych (ok. 23kg) samolotów z zaprogramowaną trasą przelotu. Quadcopter (zwany niestety dronem) kolegi z brazylijskiej Stacji też tutaj latał. Wymraża się ciekłym azotem, jest kilka metod, ale chyba najlepiej poszukać informacji w sieci, bo ja tego nigdy nie widziałem.

  2. Drodzy,
    piszcie i dawajcie znać co tam u Was się dzieje tak jak do tej pory! O tym, czym się zajmuje ogólnie stacja też fajnie czasami poczytać ale to Wasz blog- piszta co chceta a ja go z wielką ciekawością i tak przeczytam, a że jestem dociekliwy to chciałem wiedzieć po co, na co i dlatego właśnie ta wyspa a nie kontynent….
    Teraz mam wyrzuty sumienia :p
    a zapomniałem: a możemy zajrzeć do tej chatki 🙂 proszę, proszę 🙂

    • Oczywiście, będziemy 😉 O tym, dlaczego wyspa, a nie kontynent pisaliśmy tutaj: //dompodbiegunem.pl/marzenia-sie-spelniaja/ O chatce na Demay’u będzie na pewno, ale to dopiero jak wreszcie uda nam się tam przenocować i bardziej wczuć w klimat miejsca (na razie niestety natłok pracy nie pozwala na taki „urlop”). Cykl wpisów o samej Stacji też planujemy, tak więc nic na pewno nie zostanie pominięte 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.