Na dyżurze

Kiedy letnicy wyjechali, musieliśmy jeszcze raz ułożyć sobie od nowa nasz codzienny grafik zajęć. Oprócz zwykłych obowiązków pojawił się dyżur, który każdy z zimowników po kolei musi odbyć, żeby Stacja mogła normalnie funkcjonować.

Dyżur trwa 24 godziny. Zaczyna się od ok. godz. 7:00 przygotowaniem śniadania, które jemy o godzinie 8:00. Oprócz tego do obowiązków dyżurnego należy ugotowanie obiadu, który jest podawany o godz. 14:00 (kolację każdy już przygotowuje sobie we własnym zakresie). Ta część obowiązków spędzała w lecie sen z powiek niektórym osobom z grupy zimującej, zamartwiającym się jak też sobie poradzą z niezbyt dobrze im znaną sztuką kulinarną (w lecie w Stacji pracuje kucharz, więc o posiłki większość osób nie musiała się martwić).

Troski okazały się zbędne, każdy w miarę sobie radzi, więc na razie głodni nie chodzimy. Czasem komuś coś się przypali, rozleje, nie dosoli, ale nie jesteśmy wybredni i zgodnie z niepisaną zasadą nie narzekamy na jedzenie (w myśl idei, że każdy gotuje to, co umie i lubi). Jak wiecie z poprzedniego wpisu, pojawiła się również u nas nowa świecka tradycja zapisywania menu dnia na tablicy w kuchni.

Oprócz tego każdy z dyżurnych w określonym dniu tygodnia musi coś posprzątać – co dokładnie, o tym decyduje rozpiska obowiązków na korkowej tablicy w korytarzu.

Zapasy żywnościowe w postaci produktów suchych, soków, konserw i przetworów w słoikach znajdują się na zapleczu w Samolocie. Natomiast komu się zamarzy ser biały, karkówka, marchewka czy dorsz, musi iść na zakupy do kontenera, gdzie znajdują się chłodnie, w których w temperaturze -20 stopni wszystko jest elegancko zamrożone. Czasem, kiedy pogoda nie rozpieszcza, wyjście po mrożone truskawki czy kurczaka można spokojnie zaliczyć do sportów ekstremalnych.

Mamy też drugi kontener, w którym temperatura jest utrzymywana na poziomie +4 stopni. W lecie pyszniły się tam świeże owoce i warzywa, teraz smętnie leży kilka skrzynek z ziemniakami i cebulą. Cóż… życie 😛

Przy tak bogatym zaopatrzeniu i wdzięcznym gronie konsumentów aż prosi się, żeby rozwijać kulinarne pasje. Dlatego część osób piecze ciasta, chleby na zakwasie czy robi jogurty owocowe.

Druga część dyżuru (w lecie tylko ją się wykonywało) to nocne czuwanie w hali agregatów od godz. 21:00 do 7:30, w której na przemian pracuje jeden lub drugi agregat prądotwórczy zasilający całą Stację w energię elektryczną. Oprócz kontrolowania, czy np. nie ma wycieku oleju, sprawdzamy kontrolki ogrzewania rur czy poziom wody w zbiorniku z wodą pitną. Dyżurny ma też do dyspozycji tzw. „cieciówkę”, w której może skorzystać z komputera czy zrobić sobie herbatę, żeby jakoś przetrwać noc. Jak czasem coś spadnie czy się urwie, słychać podejrzane hałasy, standardowo zwala się wszystko na Puchalskiego.

„Patrzenie na diesle”, jak w lecie ta czynność została ochrzczona, to niekończące się źródło motywacji do różnych żartów i kawałów, nie mówiąc o tym, że temat „jak pracują agregaty” jest jednym z ważniejszych podczas codziennych rozmów. Wiadomo – bez prądu możemy się spokojnie pakować i czekać z nadzieją na ewakuację śmigłowcem, która wcale nie jest taka pewna zważywszy na to, że zbliża się zima.

W stacji w Hornsundzie dyżury wyglądają bardzo podobnie. Jedna różnica to taka, że tam nie dyżuruje się na agregatach (te mieszczą się w osobnym budynku tuż przy stacji razem z warsztatem mechanicznym), ale pełni całonocny dyżur przy radiotelefonie, co wymaga stałego siedzenia lub podsypiania w mesie (utrzymanie łączności ze stacją należy do obowiązków dyżurnego).

Dzisiaj Piotrek dyżuruje, więc na pewno będzie dobry obiad 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.