Na Demay’u

Prosiliście nas w komentarzach o osobny wpis o domku na Demay’u – oto i on! Ostatnio wybraliśmy się tam z Piotrkiem na trzy dni, żeby choć na chwilę odpocząć od stacyjnej codzienności i posłuchać jak w zupełnej ciszy przerywanej szumem morza nawołują się uchatki.

W Paradise Cove (nazwa została nadana przez polską wyprawę w 1980 roku) tuż przy Półwyspie Demay, gdzie znajduje się domek, w lecie bywaliśmy wielokrotnie – ja pomagałam Marcie w monitoringu i transportowałam zodiakiem ludzi i sprzęt, a Piotrek zamontował antenę, która umożliwiła pierwszą w historii łączność radiową ze Stacją (wcześniej trzeba było iść z UKF-ką na sąsiednią górkę, żeby wywołać Stację, teraz można to zrobić z radiostacji zamontowanej wewnątrz domku, co jest o wiele bardziej wygodną opcją).

Refugium znajduje się na terenie ASPA 128 (Antarctic Specially Protected Area), na którym obowiązują ścisłe normy ochrony przyrody, więc w piecyku można palić tylko drewnem, a wszelkie odpady zabiera się do Stacji w celu dalszej utylizacji. Służy jako baza terenowa naukowcom, którzy pracują tutaj w okresie letnim lub przez cały rok (jak u nas osoby odpowiedzialne za monitoring), ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wybrać się tam w celach rekreacyjnych (zwłaszcza że każdy z zimowników posiada uprawnienia do pobytu na terenie ASPA). Obiekt należy do Stacji i jest utrzymywany i remontowany przez jej pracowników.

Tuż nad wejściem wisi kawałek kości wieloryba z wygrawerowanym napisem „Raj” i faktycznie można się tutaj tak poczuć – z dala od cywilizacji, w ścisłym kontakcie z przyrodą i pięknym widokiem na niewielką zatoczkę, a dalej Cieśninę Bransfielda. W lecie na niewielkiej plaży tuż pod domkiem wylegują się stada uchatek i słoni morskich, ale również w okresie zimowym można zauważyć pojedyncze osobniki – nas powitały uchatka i foka Weddella całkowicie zasypane śniegiem, z którego nic zupełnie sobie nie robiły.

W środku domku znajdują się dwa łóżka piętrowe, stół z krzesłami, piecyk i niewielki aneks kuchenny ze zlewozmywakiem i kuchenką gazową. Oprócz pomieszczenia głównego, znajduje się tutaj niewielkie pomieszczenie prowizorycznej łazienki z prysznicem – ciepła woda pochodzi ze zbiornika z wodą na stryszku domku, która jest podgrzewana z piecyka. Zbiornik w zimie uzupełnia się śniegiem, a latem wodą z pobliskiego strumyka. Na piecyku z powodzeniem można gotować, a toaleta znajduje się na zewnątrz i najczęściej tuż przy brzegu z automatycznym spłukiwaniem. Ze względów bezpieczeństwa domek jest wyposażony w czujnik tlenku węgla i dymu. Z niewielkiej werandy można przejść do dwóch składzików, które są umiejscowione po obu stronach domku.

Chociaż od paru dni utrzymują się mrozy w granicy -10 stopni i opady śniegu, to jednak warunki na Lodowcu Ekologii nie są na tyle odpowiednie, żeby bezpiecznie po nim chodzić (jeszcze), więc korzystając z prawie bezwietrznej pogody w jedną stronę popłynęliśmy zodiakiem. Wróciliśmy natomiast metodą kombinowaną – pod Lodowiec Baranowskiego przeszliśmy na rakietach śnieżnych, a dalej już drogą morską.

Przy okazji zrobiliśmy dla Marty monitoring ekologiczny na odcinku Paradise Cove-Patelnia i zostaliśmy dwa razy pogonieni przez rozgniewane naszą obecnością uchatki.

 

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.