Lodospad Rościszewskiego

Zatoka Ezcurra to moje ulubione miejsce. Wybrałam się tam zaraz po przyjeździe, jeszcze w listopadzie, i zostało mi do teraz. Raz na kilka dni muszę tam pójść.

Jak już pewnie wiecie z poprzednich wpisów, idzie się wzdłuż brzegu Ezcurry, aż po paru kilometrach po lewej mija się wlot do Włoskiej Dolinki, a po prawej pyszni się wystająca z wody stroma wysepka Dufayel. Jeszcze kilkaset metrów dalej i docieramy do przepięknej zatoczki Herve (Herve Cove), do której spada lodowy jęzor Lodospadu Dery (Dera Icefall). To jedno z przedłużeń lodowca Kopuły Warszawa, który rozsiadł się na okolicznych wzniesieniach i spływa w różne strony licznymi jęzorami.

W lecie dalej niż Herve Cove na piechotę nie da się iść, bo brzeg jest schowany pod wodą i nawet większy odpływa nie pomaga. Więc czekałam na stosowną okazję i regularnie monitorowałam stan zalodzenia zatoki.

Herve próbowałam przejść już górą, ale dość duże szczeliny lodospadu odcięły mi drogę i musiałam zawrócić. Aż w końcu nadpłynął pak lodowy i Ezcurra zniknęła pod lodem!

A wtedy już wystarczyło tradycyjnie ubrać biegówki i ruszyć przed siebie – lód był na tyle mocny, że bez problemu utrzymywał ciężar osoby poruszającej się na nartach. W ramach rekonesansu dotarłam do kolejnej zatoczki, Monismet Cove, do której wpada bliźniak swojego poprzednika, kolejny lodospad – Rościszewskiego.

Wczoraj i dzisiaj temperatura nieco wzrosła i choć nadal jest poniżej 0, słońce w kilku miejscach wytopiło lód i lepiej na niego nie wchodzić. Czekam więc zatem cierpliwie na większe ochłodzenie, żeby dojść do końca Ezcurry 😉

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.