Gość w dom…

… to wyjedzona spiżarnia, świeże warzywa i owoce w prezencie oraz mnóstwo ciekawych opowieści. Tak mniej więcej przedstawia się bilans ostatnich wizyt, które mieliśmy w naszej Stacji. A gości było naprawdę sporo.

Do Zatoki Admiralicji zawitały już 2 statki wycieczkowe – Sea Spirit i Fram. Na jednym było 100 turystów, na drugim – 200. Na początku byliśmy trochę przerażeni – dopiero co przejęliśmy Stację, mnóstwo rzeczy pozostało do zrobienia, a tu w dodatku trzeba prawie cały dzień poświęcić na zajmowanie się gośćmi.

Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują – szybko okazało się, że te spotkania mają w sobie bardzo pozytywny potencjał. W dodatku nie jest to taką logistyczną trudnością, ponieważ turyści mogą zwiedzać tylko główny budynek Stacji, tzw. „samolot” (nazwa nie wzięła się od kształtu, ale od wyjącego dźwięku jaki wydaje wiatr przy dużej prędkości, co przypomina startujący samolot, kiedy się siedzi w środku) oraz poruszać się w okolicy po dwóch wytyczonych ścieżkach – od „samolotu” do latarni morskiej nad brzegiem Zatoki oraz od latarni do tablicy informującej o granicy obszaru chronionego (tzw. ASPA 128 – Antarctic Specially Protected Area), gdzie znajdują się kolonie pingwinów. Każda taka ścieżka to jakieś kilkaset metrów.

W Hornsundzie wyglądało to trochę inaczej – oczywiście, każdy, kto chciał zejść na ląd musiał mieć pozwolenie kierownika wyprawy oraz dodatkowo posiadać, w przypadku większych grup, zgodę Gubernatora Svalbardu (stacja znajduje się na terenie Parku Narodowego Południowego Spitsbergenu), ale goście mogli poruszać się praktycznie wszędzie – po całym terenie stacji, budynku głównym, a co bardziej odważni zapuszczali się nawet do oczyszczalni ścieków. Oprócz tego organizowało się dla nich krótkie wycieczki terenowe, w których uczestniczyli zimownicy, jako osoby posiadające broń, której nie mieli turyści (oczywiście ze względu na niebezpieczeństwo ze strony niedźwiedzi polarnych).

Tak więc w Arctowskim ogarnięcie tak dużych grup jest nieco łatwiejszym wyzwaniem, zwłaszcza że każda taka grupa posiada swoich przewodników, którzy oprowadzają ich po terenie, a nam pomagają w regulowaniu ilości osób, które zwiedzają Stację. Oprócz tego funkcjonuje u nas sklepik, gdzie można nabyć kilka pamiątek oraz lub wysłać kartki, które przekazujemy do wysłania pracownikom stacji chilijskiej Eduardo Frei Montalva, jeśli ci akurat przylecą do nas śmigłowcem, lub osobom, które odwiedzają Stację w okresie letnim.

Oprócz tego każdorazowo wiesza się na maszcie przed Stacją flagi krajów, z których pochodzą przyjeżdżający turyści i, podobnie jak w Hornsundzie, to samo robi się w przypadku dłuższych pobytów zagranicznych naukowców w Stacji (ostatnio przez parę dni w Stacji przebywało 3 naukowców z pobliskiej brazylijskiej stacji Comandante Ferraz.

Z Yoshimi, Mayarą i Tamarą, koleżankami ze stacji Commandante Ferraz

Natomiast dość niecodzienna wizyta miała miejsce w niedzielę – odwiedzili nas wojskowi w sile ponad 20 chłopa z argentyńskiego okrętu wojennego ARA Suboffical Castillo (jego obecność trochę podniosła ciśnienie innej jednostce pływającej, która była w pobliżu, ale nastroje uległy znacznej poprawie, kiedy się okazało, że to przyjacielska wizyta). Bilans imprezy to stos pamiątek od naszych gości, wspomniana wyjedzona spiżarnia, jedna (?) propozycja matrymonialna, wspólne śpiewanie i granie na gitarze, masa śmiesznych zdjęć i wizyta na statku części naszych kolegów ze Stacji. Stach pomyśleć, co nas czeka w przyszłości 😉 (ale generalnie jesteśmy bardzo gościnni i lubimy jak ktoś nas odwiedza).

Pin It

2 komentarze do “Gość w dom…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.