Estação Antártica Comandante Ferraz

Jak niektórzy z Was pewnie pamiętają, Sylwestra spędzaliśmy w Stacji, podczas gdy część naszej ekipy wybrała się na zabawę do brazylijskich sąsiadów po drugiej stronie Zatoki. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze, więc i my również mieliśmy okazję odwiedzić parę dni temu Antarktyczną Stację Comandante Ferraz (Estação Antártica Comandante Ferraz).

Stacja brazylijska jest ulokowana po drugiej stronie Zatoki Admiralicji – wsiada się w zodiaka, płynie prosto przed siebie niecałe 10 km, co przy dobrej pogodzie zajmuje jakieś 20 minut, i już jest się na miejscu. Gdy robi się ciemno, światła ze stacji brazylijskiej nieśmiało migoczą w oddali, co dodaje nieco otuchy, że nie jesteśmy tak zupełnie sami na tym śnieżnym pustkowiu.

Sama stacja została założona w 1984 roku, a więc nieco później niż nasza (dla przypomnienia – 1977 rok). W 2012 miała tam miejsce tragedia w postaci pożaru, który strawił wszystkie budynki i pozostawił dwie ofiary śmiertelne. Następnie stację prowizorycznie odbudowano (całość składa się z oddzielnych blaszanych kontenerów o różnym przeznaczeniu), a obecnie zaczęły się już prace geologiczne pod budowę nowego obiektu, który ma planowo powstać za 3 lata (podczas wizyty w stacji spotkaliśmy grupę robotników z Chin, a ich tłumacz, Wu, nie dość, że mówił po angielsku i portugalsku, to jeszcze znał parę zwrotów po… polsku, gdyż przez rok uczył się naszego języka. Wow.)

Stacja jest większa niż nasza, może w niej przebywać 60 osób (u nas ok. 40). Grupa zimująca liczy 15 osób (nazwa wyprawy to „Endurance”; jedno ze zdjęć zrobiliśmy na tle ich logo) w tym jedna kobieta i zarazem lekarz – Fatima (fantastyczna osoba; jest stanowczą, zdecydowaną osobą i świetnie sobie radzi w męskim środowisku) i co najważniejsze – jest to, w przeciwieństwie do naszej Stacji, której przeznaczenie jest stricte naukowe, placówka wojskowa (chociaż badania naukowe również się tam prowadzi. Więcej o tym przeczytacie tutaj).

Cmentarz niedaleko stacji, fot. D. Gwiazdowicz

Cmentarz niedaleko stacji, fot. D. Gwiazdowicz

Widok na stację, fot. D. Gwiazdowicz

Widok na stację, fot. D. Gwiazdowicz

Stacja Ferraz, fot. D. Gwiazdowicz

Stacja Ferraz, fot. D. Gwiazdowicz

W mesie

W mesie

Feijoada

Feijoada

Jak w szpitalu

Jak w szpitalu

Co się dzieje, gdy faceci gotują

Co się dzieje, gdy faceci gotują

Kuchnia

Kuchnia

Karnawałowo

Karnawałowo

Humory dopisują

Caipirinha dobra na wszystko

Caipirinha dobra na wszystko

Projekt nowej stacji

Projekt nowej stacji

Prawie jak w Rio de Janeiro

Prawie jak w Rio de Janeiro

Tańce-hulańce

Kiedy weszliśmy do głównego budynku, od razu zrobiła nam się gorąco, bo klimat w środku był iście brazylijski – 28 stopni, a w szatni 30! (dla porównania, u nas jest jakieś 22 stopnie). Nic więc dziwnego, że w takiej stacji antarktycznej ludzie chodzą w krótkich spodenkach czy japonkach ubranych na bose stopy. Jeśli do tego dodać, że część z nich dzięki pracy tutaj po raz pierwszy zobaczyła śnieg, robi się jeszcze bardziej egzotycznie.

Życie toczy się w długim korytarzu – wzdłuż ścian są ustawione ławki, na których siedzą ludzie wpatrzeni w  smartfony, słuchający muzyki, snujący się tam i z powrotem, co daje wrażenie pobytu w… szpitalu. Kto wie, może nawet psychiatrycznym. Z korytarza idzie się do różnych pomieszczeń – mesy, kuchni, kilku- lub kilkunastoosobowych pokoi, łazienek i ambulatorium. W pralni jest rozpiska, kto w jakie dni tygodnia pierze ubrania – przy takiej ilości osób ludzie są podzieleni na grupy (każda nazywa się inaczej) i te grupy mają w takim grafiku wpisane, kiedy mogą zrobić pranie.

Ledwo się rozgościliśmy, już zostaliśmy zaproszeni do mesy, poczęstowani caipirinhą i narodowym brazylijskim daniem – feijoadą z sałatką z kapusty i farofą (ta akurat była z kawałkami podsmażonego boczku). A że Brazylijczycy to bardzo roztańczony naród, zaraz pojawiły się wszelkiej maści bębny i rozpoczęły się wspólne śpiewy oraz tańce. W końcu odwiedziliśmy naszych kolegów pod koniec karnawału 😉

Całość sprawia bardzo nowoczesne wrażenie (nasza Stacja ma zupełnie inny, bardziej „schroniskowy” klimat – wiem, wiem, na pewno będą wpisy o samej Stacji w sezonie ogórkowym :P) – w ambulatorium aż chciałoby się zostać (trochę bez sensu, ale tam jest naprawdę bardzo przytulnie), a w olbrzymiej kuchni ugotować obiad (nasza jest taka bardziej domowa). Fajnie mieć takich sąsiadów 🙂

To z pewnością nie pierwsza i nie ostatnia nasza wizyta w tym szczególnym miejscu – zbliżają się urodziny Fatimy, na które dostaliśmy zaproszenie, a i okazją do rewizyty będzie święto naszej Stacji, które przypada 26 lutego.

Pin It

1 komentarz do “Estação Antártica Comandante Ferraz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.