Dzień Antarktyki i Mikołajki

W takich miejscach jak stacja polarna, gdzie często jeden dzień jest podobny do drugiego (nawet do pracy niektórzy nie muszą wychodzić na zewnątrz, bo wszystko jest pod jednym dachem), warto czasami zadbać o dobrą atmosferę i przygotować komuś prezent, zrobić coś dobrego do jedzenia czy pamiętać o różnych świętach i okazjach, które można świętować.

Tak więc w trosce o taką właśnie higienę psychiczną i duchową, tudzież ogólnie dobre samopoczucie wszystkich w Stacji obchodziliśmy Dzień Antarktyki, który przypada 1 grudnia na pamiątkę podpisania w 1959 roku w Waszyngtonie Traktatu Antarktycznego – dokumentu, który normuje zasady wykorzystywania zasobów naturalnych Antarktyki.

Z tej okazji, na śniadaniu, obok codziennych wędlin i serów, pojawiło się małe urozmaicenie:

nad którym poprzedniego wieczoru pracował wytrwały kolektyw, który żadnych wyzwań się nie boi (czyli ja i kucharka Asia – kto przeżył jeden dzień w kuchni gotując dla rzeszy ludzi, ten wie, co mam na myśli):

W międzyczasie przypomnieliśmy sobie o Andrzejkach, więc w kuchni podczas robienia koreczków rozpoczęła się spontaniczna impreza połączona z laniem wosku.

Oprócz tego przygotowaliśmy mały konkurs z drobnymi upominkami – ponieważ w Stacji prowadzi się m.in. monitoring liczebności pingwinów, trzeba było zgadnąć ile oliwkowych pingwinków jest na talerzach. Okazało się, że 100 – i taką liczbę podała Gosia, która zawodowo zajmuje się badaniem pingwinów. Nie ma to jak oko specjalisty!

Ukoronowaniem Dnia Antarktyki był wykład przygotowany przez Asię, geografa z zawodu, który usystematyzował naszą wiedzę na temat Antarktyki (np. ja zapamiętałam, kiedy na tym obszarze pojawiły się pierwsze foki i pingwiny :P).

Natomiast kolejne święto, 6 grudnia, było przygotowywane w tajnym porozumieniu z samym św. Mikołajem, który w tym roku był tak zabiegany, że stwierdził, że na Wyspę Króla Jerzego nie uda mu się dotrzeć i mianował mnie i Asię, aby w jego imieniu przygotować prezenty dla grzecznych (?) polarników. Ponieważ to ostatnie było dyskusyjne, oprócz słodyczy i świeżo upieczonych ciasteczek, każdy otrzymał również rózgę, którą zrobiłyśmy z… suszonego rozmarynu.

Ponieważ, zgodnie z tradycją, osoba roznosząca prezenty powinna mieć brodę, wybór padł na Damiana, który akurat miał dyżur na agregatach, więc mógł podrzucić podarki pod osłoną nocy.

Tak więc w świąteczny nastrój już udało nam się wprowadzić – niedługo pełną parą rozpoczniemy przygotowania do Świąt 🙂

Pin It

4 komentarze do “Dzień Antarktyki i Mikołajki

  1. Myślę, że nie będzie przesadą jeśli w imieniu rodzin wszystkich polarników podziękuję że dbacie o to by celebrować takie „banalne” okazje…Łatwiej będzie wszystkim po roku bezproblemowo odnaleźć się w „równoległym”, nudnym świecie…. pozdrawiam gorąco!

    • Również pozdrawiamy 😉 w moim odczuciu świętowanie takich okazji jest bardzo ważne i to nie tylko z powodów opisanych powyżej, ale też chyba prywatnych. Większość z nas ma chyba w sobie taką potrzebę, jedni to może bardziej okazują, inni mniej. No i na pewno jest to jakiś rodzaj łączności z Wami, naszymi bliskimi, od których dzieli nas tyle kilometrów.

  2. Jej te pingwinki <3 Musiałyście je robić z dobrych parę godzin, mnie by przy dwudziestym szlag trafił 😀
    Strasznie się cieszę, że prowadzisz tego bloga, nie czytam go regularnie, zazwyczaj mam kilka notek pod rząd do przeczytania i coraz bardziej zazdroszczę i tęsknię za naszymi piwerkami!

    • Spokojnie, przy 20 przestajesz myśleć 😛 fajnie, że podczytujesz w wolnych chwilach. A, i wypijcie nasze zdrowie – nawet się nie spostrzeżesz, a będziemy już razem wznosić toasty 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.