Domowe pieczywo na Arctowskim

Trudno powiedzieć w jakiej odległości od nas jest najbliższa piekarnia, ale nie zmienia to jednak faktu, że na dowóz świeżych bułeczek raczej liczyć nie możemy. Dlatego robimy je sami.

Ale od początku – często pytacie nas skąd się bierze pieczywo na Arctowskim. Otóż mrożone pieczywo (chleb, bułki, pieczywo tostowe) przypłynęło razem z nami na statku Polar Pioneer i jest przechowywane w chłodniach o temperaturze -20 stopni. Czasami z niego korzystamy, ale wiadomo, że świeży chleb lepiej smakuje.

Oprócz mrożonego pieczywa przypłynęły również mąki pszenne i żytnie, z których pieczemy ciasta, smażymy naleśniki, lepimy pierogi i… robimy chleb.

W kuchni są dwie maszyny do pieczenia chleba i to głównie za ich przyczyną w stacji mamy świeże pieczywo. W okresie letnim, kiedy ludzi było sporo (do ok. 30 osób) maszyny praktycznie były włączone cały czas. Kiedy chleba brakowało, zawsze pod ręką mieliśmy pieczywo mrożone lub chrupkie.

Aktualnie, kiedy w stacji jest tylko 8 osób, zapotrzebowanie jest mniejsze i z maszyn rzadziej się korzysta. A że czasu jest zdecydowanie więcej, razem z Piotrkiem przerzuciliśmy się na chleb na zakwasie (ten z maszyny jest drożdżowy), który pieczemy podczas swoich dyżurów. Robimy go na mące żytniej, a suszony zakwas Piotrek kupił jeszcze w Polsce przed wyjazdem. Wystarczyło tylko na miejscu go aktywować, regularnie dokarmiać i pilnować, żeby się nie zepsuł (przechowujemy go w lodówce).

Pamiętam jak podczas naszego zimowania na Spitsbergenie Piotrek przygotowywał przepis na chleb dla załogi z Arctowskiego, bo ci wtedy mieli z tym problem i nie zawsze wychodził im taki jaki być powinien. A teraz my jesteśmy w tym miejscu i również pieczemy tutaj chleb, choć już według innej receptury.

Na własnoręcznie robione bułeczki jeszcze nikt się nie pokusił i na razie korzystamy z tych mrożonych, ale za to pojawił się inny specjał – obwarzanki krakowskie! Jako rodowici krakusi o obwarzankach marzyliśmy już od jakiegoś czasu, aż w końcu Piotr wziął sprawy w swoje ręce i przygotował je według tego przepisu. Za pierwszym i drugim razem nieco brakowało im do ideału, ale już za trzecim wyszły tak dobre, że nie zważając na późną porę opychaliśmy się nimi bezkarnie podczas dyżuru na agregatach. Teraz wszystkie precle i obwarzanki (choć, uwaga, dla niewtajemniczonych – to nie to samo) spod „Bagateli” mogą się schować 😛

 

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.