Święto Stacji Arctowskiego

Kiedy w 2014 roku byliśmy na Święcie Stacji Arctowskiego w Warszawie z nieśmiałą ideą w głowie, że super by było przeżyć coś takiego w Antarktyce, nie przypuszczaliśmy, że nasze marzenie się tak szybko spełni. Wczoraj, 26 lutego, obchodziliśmy bardzo ważne święto – 40 rocznicę powstania Stacji. I to właśnie tutaj, w Antarktyce, w samym centrum wydarzeń.

Prawie od samego początku pobytu tutaj w grafiku ważnych wydarzeń w Stacji było wpisane właśnie to przypadające 26 lutego. Nic więc dziwnego, że od początku lutego to, w jaki sposób je zorganizujemy, chodziło wszystkim po głowach. Tradycyjnie rozpisaliśmy grafik prac, co i kto posprząta czy ugotuje, aby wspólnie przygotować się do tego wydarzenia.

Sylwek przygotował w przedpokoju dekorację, która wszystkich zachwyciła – przeniósł z mesy część zdjęć zimowników i przygotował stolik z księgą pamiątkową, aby każdy tam mógł usiąść, wbić pieczątkę do paszportu i poczuć, że te 40 lat to nie tylko historia budynku, ale przede wszystkim historia ludzi, którzy tworzyli i tworzą to miejsce i atmosferę.

40 lat minęło...

Prawie do ostatniego dnia nie wiedzieliśmy ilu gości możemy się spodziewać – w Antarktyce to pogoda dyktuje warunki i wszyscy jesteśmy od niej uzależnieni. Jednak wczoraj od samego rana posypały się maile i wywoływania Arctowskiego z innych stacji przez radio. Ostatecznie odwiedziło nas 4 Rosjan ze Stacji Bellingshausen, 12 Chińczyków ze Stacji Great Wall, 8 Koreańczyków ze Stacji King Sejong i nasi ulubieni brazylijscy sąsiedzi ze Stacji Commandante Ferraz. Wszystkie te stacje znajdują się na Wyspie Króla Jerzego:

Po kawie, poczęstunku, podbiciu paszportów rozmaitymi pieczątkami i zrobieniu mnóstwa zdjęć, przyszedł czas na oficjalne rozpoczęcie imprezy, które nastąpiło po godz. 13. Była krótka prezentacja poświęcona historii Stacji, prowadzonym tutaj badaniom naukowym, a także planom rozbudowy placówki i zaprezentowaniu projektu nowego budynku.

Oczywiście nie zabrakło smakowitego poczęstunku (w końcu przez 2 dni nie wychodziliśmy z kuchni), a punktem kulminacyjnym był niesamowity tort Asi, który kształtem przypominał „Samolot” (przy okazji po raz kolejny Asię chcieli nam porwać na inną stację; mało kto ma takiego kucharza):

Z okazji dzisiejszego święta napisał również do nas życzenia Jerzy Sacewicz, uczestnik VII Polskiej Wyprawy Antarktycznej i podesłał dwa zdjęcia jak się świętowało w 1983 roku (z panem Jerzym korespondowaliśmy podczas naszego pobytu w Hornsundzie; publikowaliśmy na swoim blogu inne archiwalne zdjęcia jego autorstwa):

Po smacznym posiłku i mile spędzonym czasie goście ze stacji rosyjskiej, koreańskiej i chińskiej zaczęli powoli zbierać się do domu, bo przed nimi było 1,5 godziny drogi trzema zodiakami, więc woleli skorzystać z dobrej pogody, aby podróż odbyła się bez przeszkód. Nie było to jednak takie łatwe, bo przyszedł odpływ i ich nowoczesne, olbrzymie pontony z ciężkimi silnikami ugrzęzły na kamienistym wybrzeżu. W efekcie mieliśmy więc konkretny trening i kolektywną akcję sztrandowania, zakończoną sukcesem, mokrym obuwiem i sporą ilością zdjęć:

Nieco dłużej zabawili goście z Ferraza, ale i oni wcześniej musieli wracać, więc wieczorem świętowaliśmy już we własnym gronie. Nie zapomniały też o nas nasze koleżanki z Lions Rump, które z okazji wczorajszego święta wysłały nam życzenia:

Lajonsowe życzenia

To był niesamowity dzień, który na długo pozostanie w naszej pamięci 🙂

Maszt flagowy

Pin It

2 komentarze do “Święto Stacji Arctowskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *