Ostatnia lekcja i… wakacje

W zeszły piątek wszyscy uczniowie odetchnęli z ulgą, bo skończył się rok szkolny. Dla nas to również przerwa w działaniach edukacyjnych, ale mamy nadzieję, że wrócimy do nich we wrześniu.

Zaczęło się nieśmiało i po partyzancku, ale w efekcie wyszło całkiem fajnie i przyzwoicie. Dzięki nieocenionej Agacie jeszcze w czerwcu udało nam się przeprowadzić 4 dodatkowe lekcje, tak więc licząc od stycznia transmisji było łącznie 12. Według szacunkowych danych udostępnionych przez projekt Scientix w naszych zajęciach online wzięło udział ok. 1000 szkół z Polski. Były szkoły, na których obecność mogliśmy liczyć prawie na każdej transmisji. Ba, były też szkoły, które już wstępnie wyraziły zainteresowanie lekcjami we wrześniu, nie mówiąc o tych, które zdążyły nas zaprosić na spotkanie po powrocie do Krakowa.

Niestety jakość łącza nie pozwalała nam na połączenie z video, więc oprócz naszych głosów musiały wystarczyć zdjęcia, prezentacje i filmy oraz opowieści Agaty, która wręcz mistrzowsko przejmowała inicjatywę, kiedy okoliczności siły wyższej zabierały internet.

Jak lekcje wyglądały od kuchni? Trzeba było wstać wcześnie o godzinie 5 naszego czasu, żeby już o 6 być w miarę obudzonym i mówić względnie do rzeczy (wszystkie lekcje zaczynały się o 11 czasu polskiego). Nie mówiąc o wcześniejszym nerwowym sprawdzaniu prognozy pogody i składaniu ofiar bożkom przyrody – silny wiatr i oblodzenie anten to słabszy sygnał, a w efekcie problemy z łącznością. W takich przypadkach biedny Piotrek zawsze był męczony prośbami w stylu „no weź coś zrób”.

Ponieważ w stacji korzystamy z dwóch łącz od różnych dostawców, w sytuacji awaryjnej gdyby jedno z nich zawiodło, można przełączyć się na drugie. Ma to jednak sens przed lekcją, a nie w trakcie, bo cała operacja wraz z ponownym logowaniem na platformę e-learningową może potrwać do kilkunastu minut. Na szczęście awarii nie było, jedynie dwa razy był problem z dźwiękiem, ale wtedy zgrabnie ratowała nas Agata.

Mimo braku wideo, wrodzony zmysł estetyczny nakazywał mi w miarę przyzwoity wygląd (w końcu w takim miejscu jak stacja polarna trzeba walczyć z postępującym zdziczeniem). Pamiętam jak w Hornsundzie braliśmy udział w konferencji online (już z wideo, bo łącze było szybsze) – do połowy byliśmy ubrani na galowo, a od połowy – w dresy i łaciate skarpety. Tutaj nam taki melanż nie groził.

Podczas transmisji trzeba było pilnować mikrofonu – z racji istnienia opcji wyciszania wszystkich mikrofonów, przez nieuwagę można było mówić do nieaktywnego mikrofonu, albo wręcz przeciwnie – rozmowy zza kulis mogły być słyszane przez wszystkich.

Żałuję tylko, że nie spisywaliśmy wszystkich pytań od uczniów – od tych poważnych (czy mają państwo dzieci? czy tęskni pani za domem?), przez kreatywne (czy jadła pani baklawę? [my tu nawet jabłek nie mamy, uhm…], gdzie się załatwiacie? [„pod siebie”, jak stwierdził kolega], aż po typowe (jakie gatunki pingwinów można tu spotkać? ile trwa podróż z Polski?). Pewniakiem była pogoda, więc zawsze tuż przed lekcją sprawdzaliśmy podstawowe parametry w specjalnym programie meteo, który wyświetlał dane rejestrowane przez automatyczną stację meteorologiczną koło stacji.

22 czerwca przeprowadziliśmy razem z Asią i Piotrkiem ostatnią transmisję w formie konferencji, aby uczniowie mieli okazję do zadawania pytań. Tym razem łączyliśmy się z dyżurki w hali agregatów, a nie tak jak wcześniej – z pokoju w „Samolocie”. Tuż przed transmisją jedno łącze zaczęło szwankować, więc w panice przełączyliśmy się na drugie. A kiedy pojawiło się ryzyko, że nie zalogujemy się na czas, zapomniałam hasła do poczty, żeby napisać wiadomość Agacie, a zadzwonić się nie dało, bo połączenia wychodzące nie działały. Na szczęście w ostatniej chwili dołączyliśmy do transmisji.

I oczywiście jednym z najmilszych akcentów są liczne e-maile od szkół wraz z podziękowaniami czy zdjęciami klasowymi. Poniżej jedno z takich podziękowań, które szczególnie mnie ujęło:

„Wieści prosto z pingwiniska

Czym  jest pingwinisko i co tam się dzieje przekonali się prawie naocznie uczniowie klasy IIIb i IIId. Dzięki pani Agacie Goździk z Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk dzieci mogły uczestniczyć w lekcji online z Wyspy Króla Jerzego, na której znajduje się Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Zajęcia prowadziła pani Dagmara Bożek-Andryszczak, obecnie uczestniczka wyprawy do Antarktyki. Dzieci zgromadziły się przed tablicą interaktywną, słuchały opowieści prowadzącej, oglądały zdjęcia, zadawały pytania korzystając z opcji chat oraz odpowiadały na zadawane przez prowadzącą.  

Pingwinisko to miejsce wylęgu pingwinów. Na Wyspie Króla Jerzego żyją 3 gatunki tych ptaków: maskowe, Adeli i białobrewe. Pingwiny nie potrafią latać, za to świetnie pływają. W czasie zimy dryfują na krze. Wracają na ląd aby znieść jajka lub zmienić upierzenie. Dowiedziałem się, że pingwin składa średnio 2 jaja. Aby je policzyć naukowcy liczą ich gniazda,  robią zdjęcia, wysyłają samoloty bezzałogowe. Ptaki te rozróżniają kolory. Bardzo nas zainteresowała sprawa ich odchodów. Odchody głodnego pingwina są zielone, a najedzonego, czyli szczęśliwego, różowe z powodu zjedzonego krylu. Bardzo nam się ta lekcja podobała. Następną lekcję online chcielibyśmy z Afryki.”

Hm, dlaczego by nie? Lubimy wyzwania 😉 Materiały ze wszystkich transmisji możecie obejrzeć na kanale Eduscience w Youtube.

Pin It

1 komentarz do “Ostatnia lekcja i… wakacje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *