Home, sweet home?

Już jesteśmy w Krakowie, podróż z Arktyki zajęła nam parę dni. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Hornsundu…

7 lipca odbyło się uroczyste przekazanie Stacji nowej grupie zimującej. Pogoda tradycyjnie nie sprzyjała, ale to już mogliśmy położyć na karb jej tęsknoty za tymi, którzy opuszczają Hornsund. Każdy z nas miał pewnie inne odczucia – jedni już chcieli wracać, inni nie, część już miała plany, co zrobi po powrocie etc. – ale ten moment z pewnością na zawsze utkwi nam w pamięci. Coś się kończy… Przygoda życia, pomysł na siebie, realizacja swoich marzeń – myślę, że ta lista może być bardzo długa. Ja osobiście w tym momencie sobie uświadomiłam, że to już koniec, ten etap jest już za nami i czy chcemy czy nie musimy zwrócić wzrok ku temu, co nas czeka dalej. Ale Arktyka już na zawsze pozostanie w naszych myślach, bo tego nie da się zmienić.

Zgodnie z planem 9 lipca miał przypłynąć do Hornsundu statek „Oceania”, którym razem z Agnieszką mieliśmy popłynąć do Longyearbyen. Plany się jednak zmieniły i pożegnanie z Arktyką nastąpiło dzień wcześniej – na pokładzie byliśmy już 8 lipca, około godz. 19:00. Płynęliśmy nieco dłużej, ponieważ po drodze pracujący na statku naukowcy przeprowadzali część pomiarów, które były dość czasochłonne. Żałujemy, że nie mogliśmy tego zobaczyć, bo niestety zmogła nas choroba morska.

Tutaj chcielibyśmy gorąco podziękować całej Załodze „Oceanii”, która przyjęła nas bardzo ciepło i serdecznie. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy – rok w Arktyce już niejednokrotnie nam uświadomił, że świat jest niewyobrażalnie mały.

W Longyearbyen byliśmy 9 lipca w nocy, a samolot do Oslo z przesiadką do Krakowa mieliśmy 11 lipca o godz. 4:10. Była okazja ponownie zobaczyć to niesamowite miejsce i spotkać ludzi, których dokładnie rok temu poznaliśmy w Hornsundzie 🙂 (jak kiedyś traficie do LYR, koniecznie idźcie do „Kroa” na dużego hamburgera z frytkami – pyyyycha).

„Oceanię”, która stała na kotwicy w LYR, opuściliśmy o północy, a potem parę godzin spędziliśmy na lotnisku w oczekiwaniu na samolot – trwa dzień polarny, więc można zaszaleć. A to, ile znajomych osób spotkaliśmy na lotnisku, to już osobna historia – w pewnym momencie miało się wrażenie, że w budynku lotniska są sami Polacy. Mnie osobiście utkwiła w pamięci pewna kobieta, która przyleciała w tym czasie do LYR – mówiła po rosyjsku, trochę porozmawiałyśmy i okazało się, że przyleciała ot tak – spakowała walizki i nie znając języka, nie mając pracy, ani nawet za bardzo nie wiedząc wiele o mieście, znalazła się tutaj, żeby „żyć i pracować”. Takich historii poznaliśmy wiele przez ten rok.

Potem powrót do Krakowa – stanowczo za wcześnie na podsumowania, to wszystko stało się tak szybko 🙂 Ale pomimo tego, że musimy wiele rzeczy zaczynać od nowa BYŁO WARTO. Ta przygoda trwa nadal i pewnie trwać będzie zawsze.

Na razie komputer jest w pudle kartonowym, więc zdjęć nie będzie, ale zostańcie z nami, bo niedługo na pewno się pojawią 😉

Pin It

10 komentarzy do “Home, sweet home?

  1. A dlaczego wyrwaliście sie tak szybko? Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za teksty i dużo zdjęć, dzięki którym byłam trochę z Wami (wszystko pilnie chłonęłam) Zyczę powodzenia, na pewno coś ciekawego wymyślicie!

    • Ola, dzięki za miłe słowa 🙂 Tygodniowa podróż „Horyzontem II” trochę nas przeraziła, a poza tym chcieliśmy być szybciej w domu. Mam nadzieję, że jeśli nie dotrzemy do Gdyni, to w Krakowie uda nam się spotkać 😉

      • Szczury lądowe…. Do Gdyni raczej pojedzie brat Mikołaja i Ola, ale inna. A Kraków.. tam się wszystko zdarza.Do zobaczenia zatem i szczęśliwej nowej drogi!

        • Haha 😀 Bardzo Panią przepraszam za pomyłkę, za późno się zorientowałam, a dopiero dzisiaj podłączyli nam Internet i mogę się wytłumaczyć. Serdecznie pozdrawiamy:)

  2. O kurcze, ale to szybko minęło. Jeszcze pamiętam jak się cieszyłem niecały rok temu, że taki fajny blog znalazłem.

    Dziękuję bardzo za przybliżenie nam jak wyglądało wasze życie na stacji. Przeczytałem chyba wszystkie wasze notki i obejrzałem wszystkie zdjęcia. Szkoda że to już koniec 😉

    • Bardzo dziękujemy za miłe słowa! 🙂 Mamy jeszcze sporo zdjęć z Arktyki, więc na pewno coś będziemy publikować, ale to już w formie „wspomnieniowej” 😉

  3. Dzień dobry,

    Pani Dagmaro dziękujemy za wszystko co pani zrobiła dla naszych uczniów i szkoły „piątki”. Możliwość obcowania na Spitsbergenie dzięki przekazowi on-line za Pani pośrednictwem pozostanie nam głęboko w pamięci. Wspominamy wszyscy również obchody XXV-lecia nadania imienia szkole gdzie mogliśmy wtedy się z Panią połączyć. Była to pewna innowacja. Gdzie taka mała szkoła jak nasza może mieć takie możliwości. Mam nadzieję ze to nie będzie nasze ostatni spotkanie. Rozmawiałem ostatnio z koleżankami i stwierdziliśmy wspólnie ze musimy podczas naszej wycieczki Eduscience do Krakowa namówić Panią na spotkanie. Dziękujemy bardzo za wszystko. Również Panu Piotrowi należą się podziękowania za tak super przygotowane filmy i relacje fotograficzne. Pozdrawiamy…

    • O, rany, Panie Macieju, bardzo dziękuję:) dla mnie to też była niesamowita frajda. Teraz powoli wracamy do rzeczywistości:P Jak tylko będą Państwo w Krakowie, proszę koniecznie dać znać:)

  4. I ja Wam dziękuję za Wasz blog, foty i teksty, wszystko pasjonujące. Czekam na kolejną porcję.
    Mam taką małą nadzieję, że połknęliście bakcyla opowiadania ciekawych rzeczy obrazem i słowem, i że na końcu tego bloga znajdziemy link do następnego.
    Serdecznie pozdrawiam
    A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *