Część bagażu pojechała do Gdyni

Dzisiaj zakończyliśmy bardzo ważny etap przygotowań do wyprawy – zakończyliśmy pakowanie bagażu na cały rok. Zmieścił się w trzech 120-litrowych beczkach.

Oznaczyliśmy je na wszelkie możliwe sposoby – oprócz wymaganej specyfikacji wewnątrz beczek, opisaliśmy je flamastrem, a na czarnej foli ponaklejaliśmy informacje o właścicielu i miejscu przeznaczenia. Te środki ostrożności nie wzięły się znikąd – kiedy radośnie pakowaliśmy się 3 lata temu, okazało się, że beczki były źle opisane i pominięto je podczas rozładunku. Bo nikt jakoś nie wpadł na pomysł, żeby sprawdzić, czy aby na pewno dwie samotne beczki nie powinny być jednak wyładowane w Hornsundzie. I tak sobie przez 2 tygodnie pływały po arktycznych wodach, a my rozpaczaliśmy w stacji, że cały nasz bagaż przepadł bezpowrotnie. W końcu się odnalazł, ale nauczka na przyszłość już pozostała.

Po niewielkich przejściach z kurierem, który z początku średnio wyrażał chęć zabrania naszych beczek, wszystko się udało i cały bagaż wraz moimi nartami został dzisiaj po południu załadowany na ciężarówkę. Zobaczymy się z nim w Gdyni.

A tymczasem pozostaje nam skompletowanie bagażu na rejs (pomyślcie, ile stref klimatycznych będziemy mijać, co trochę komplikuje sprawę) i pomyślne załadowanie się z nim 21 września do pociągu jadącego do Gdyni. Uf, już niedługo…

 

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *