Polar Pioneer pozycja GPS

Czego nam brakuje?

Wczoraj statek „Polar Pioneer” wypłynął z Mar del Plata w Argentynie i z każdym dniem jest coraz bliżej Szetlandów Południowych. Wyprawa dobiega końca, a w naszych rozmowach pojawia się coraz więcej wątków o tym, czego nam brakuje i za czym tęsknimy.

Zacznijmy od kwestii najważniejszych, które z pewnością nikogo nie zdziwią – brakuje kontaktów z rodziną i przyjaciółmi. Uczestniczyliśmy wirtualnie, przez Skype’a, w urodzinach Zuzi, córeczki naszych przyjaciół i oglądaliśmy jak zdmuchuje świeczki na torcie, przeżywamy (z daleka…) chorobę naszej przyjaciółki, podczas rozmów przez telefon uświadamiamy sobie, że tak wiele codziennych spraw TAM nam umyka. Z tej perspektywy cieszą mnie szczegółowe relacje mojej Mamy co słychać w domu, bo dzięki temu można być prawie ze wszystkim na bieżąco. Prawie.

Brakuje spotkań z przyjaciółmi i znajomymi. Wspólnych wypadów na ulubione piwo, czy tradycyjne kiełbaski z niebieskiej nyski spod Hali Targowej. Odwiedzin u nas w domu – bardzo lubimy gości (niektórzy się śmieją, że jak impreza się przeciągnie, to przynajmniej nie musimy po nocy wracać) i zazwyczaj w każdy weekend ktoś nas odwiedza. Odwiedzin u naszych znajomych i rodziny, kiedy jest okazja, żeby upiec dobre ciasto albo kupić butelkę dobrego wina, z którego ktoś się ucieszy.

Brakuje Krakowa. Nawet ten smog z tak odległej perspektywy wydaje się bardziej swojski. Pojeździłoby się na rowerze, samochodem lub tramwajem (w przeciwieństwie do Piotrka, jestem piewcą krakowskiego MPK – to dobre miejsce na czytanie książek, na które nie zawsze ma się czas w innych okolicznościach). Brakuje kąpieli w wannie, ulubionego swetra i kupienia opakowania kremu w drogerii albo książki w księgarni, bo tylko takie zakupy cieszą mnie najbardziej. Piotrek chciałby już rozpakować liczne przesyłki, które zawierają kupione online skarby; brakuje mu różnych części elektronicznych do własnych projektów.

Brakuje jedzenia (sic! Tutaj od razu wskazówka dla naszych Mam i Cioć, które mogą czytać ten tekst – nie, nie chodzimy głodni i proszę nas nadmiernie nie paść po powrocie 😛 ) – sushi, chipsów, piwa (królestwo za piwo!), jabłek, bananów, cebuli, świeżych jajek i mleka. Już nawet doszliśmy ostatnio do wniosku, że mamy mniejszy apetyt, bo na śniadanie i kolację ciągle jemy te same rzeczy. Piotrkowi brakuje za to zakupów w Chinach. Co do sklepów off-line – zawsze przynosi do domu coś nowego i smacznego, podczas gdy ja metodycznie kupuję znane produkty według zapisanej wcześniej kartki.

I to wszystko będzie po powrocie i będzie ogromnie cieszyć. Jest tylko jedno ALE.

Kiedy pobędziemy z rodziną, nasycimy się rozmowami z przyjaciółmi, wypijemy morze ulubionego piwa, a na widok bananów będzie nam niedobrze z przejedzenia, usiądziemy, na spokojnie popatrzymy na te wszystkie zdjęcia, filmy i poczujemy dotkliwy BRAK. Bo nigdy nie jest tak, że ktoś nam tylko  coś zabiera – zawsze dostajemy coś w zamian. A to, co nam dała Antarktyka, a wcześniej Spitsbergen, ciężko porównać do czegokolwiek innego. I te emocje, wspomnienia, zmiana sposobu myślenia i podejścia do życia zostaną nam już na zawsze. Ale to jest już temat na dłuższy tekst. Albo jeszcze dłuższą rozmowę – koniecznie przy dobrym piwie.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *