34 lata temu w Hornsundzie…

Od I Wyprawy Polarnej PAN minęły 34 lata. Dużo od tamtej pory zmieniło się, choćby sam budynek Stacji i jej wyposażenie. Dobrze jest wiedzieć, że jej Uczestnicy są myślami z kolejnymi wyprawami, a sami dalej utrzymują ze sobą kontakt.

Zaczęło się od e-maila od Pana Jerzego Sacewicza z życzeniami z okazji pierwszego w tym roku wschodu słońca w Hornsundzie. Było też kilka zdjęć. W trakcie dalszej wymiany e-maili, zdjęć otrzymałem więcej, a także dostałem trochę informacji o życiu w Stacji pierwszych zimowników. A nie mieli łatwo…

Było dużo pracy. Prawie od podstaw został odbudowany Polski Dom pod Biegunem. Pryzma brył lodu z zatoki na zdjęciach poniżej to efekt miesięcznej pracy. Dzięki temu woda była zapewniona na całe zimowanie.

Pan Jerzy, magnetyk Stacji, zbudował domki magnetyczne i uruchomił aparaturę do ciągłej rejestracji parametrów Magnetyzmu Ziemskiego. Dzięki niemu kolejne pokolenia magnetyków mogą kontynuować jego pracę w Polskim Domie pod Biegunem. Uczestniczył także w VII Wyprawie Antarktycznej PAN do Polskiej Stacji im. Arctowskiego na Południowych Szetlandach.

Poniżej zdjęcia Pana Jerzego Sacewicza, za których udostępnienie bardzo dziękujemy:

Pin It

12 komentarzy do “34 lata temu w Hornsundzie…

  1. Wielki szacunek dla P. Jerzego i pozostałych uczestników I Wyprawy! Faktycznie nie mieli łatwo! Budowali wszystko od podstaw przy bardzo skromnych możliwościach jednakowoż technicznych jak i finansowych. Wyposażenie ekipy ubogie ubożuchne… W kategoriach bez mała cudu należy rozpatrywać zgodę ówczesnego PRL-u na wyjazd naukowców gdzieś na daleki Spitsbergen… Jeśli dobrze policzyłam był to rok 1979. Czy Pan Jerzy robił zdjęcia Zenitem, czy może jeszcze Zorką? Na zdjęciach jakoś nie potrafiłam rozpoznać… No cóż, lata mijają 🙂

  2. Przesyłam maila jaki otrzymałem:
    Witaj Jurku!
    Dziękuję za maila i bardzo ciekawe zdjęcia. To już taki szmat czasu! Myślę, że w Twojej pamięci wspomnienia z tamtych dni, niesamowicie pięknych krajobrazów, pracy i super ciekawych przeżyć, także ze spotkań z dziką zwierzyną (!), pozostają zawsze świeże i kolorowe. Masz z czego być dumny!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ela

  3. Następny komentarz:
    Gratuluję. Tyle lat minęło, a uczestnicy wypraw wciąż nimi żyją.Rozumiem to poprzez analogię do mojego udziału w ważnych wydarzeniach artystycznych, tęsknotę za muzyką i za teatrem. Grażyna

    • Bardzo dziękuję za podesłane e-maile. I Wyprawa (nie licząc założycielskiej) to było coś 🙂 Jednak my też czujemy wyjątkowość miejsca w którym przyszło nam mieszkać i pracować. Pozdrawiamy z Hornsundu! (u nas -12’C i zamieć śnieżna).

  4. Jurku,
    Jeszcze muszę dodać, ze zdjęcia Twoje ze Spitsbergenu bardzo mi się podobają .
    Życzę miłego weekendu
    Marek

  5. Witaj,Jurku! Pamiętam te zdjęcia z Twoich fantastycznych wspomnień zaraz po powrocie. Fajnie, że możesz dzielić się tym z facebook’owymi przyjaciółmi.Trzymaj się, Polarniku!!! Danuta

  6. Dziękuję Danka. Nie bardzo wcześniej wiedziałem o tych możliwościach. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś z naszych znajomych to obejrzy, przeczyta i dokona wpisu. Pozdrawiam Jurek

  7. Jeśli można, dorzucę osobiste wspomnienie związane z wyprawą 1978/9. Byłyśmy studentkami pierwszego roku UAM, gdy przeczytałyśmy z koleżanką artykuł o polskich naukowcach na Spitsbergenie (po licznych młodzieńczych lekturach, głównie Centkiewiczów, tematy polarne były mi bardzo bliskie,a Nansen i Amundsen byli moimi bohaterami). Wzruszyłyśmy się bardzo wiadomością ,że polscy polarnicy spędzą Boże Narodzenie skuci lodem, z dala od domowego ciepła i natychmiast zdecydowałyśmy, że wyślemy im życzenia, okraszając je piernikiem własnego wypieku. Włożyłyśmy dużo serca w jego upieczenie (posiłkując się staropolskim przepisem i dużą ilością miodu), ładnie zapakowałyśmy i radośnie udałyśmy się na pocztę. A tam-jak kubeł zimnej wody informacja ,że z Polski nie wolno wysyłać za granicę produktów żywnościowych ! Co za frustrująca sytuacja! Niepocieszone,musiałyśmy zadowolić się wysłaniem życzeń na ludowej wycinance, a piernikiem podzielić się z rodzinami.
    Ale ta historia tu się nie kończy- w lipcu 79 na mój adres przyszedł pięknie ostemplowany list (dwa stemple Seamen’s Mail M/S Kapitan Ledóchowski, para niedźwiedzi, śruba okrętowa, pieczęć PANu Svalbard 1978/79 i jeszcze norweski stempel z Longyearbyen z reniferem! )-a w środku przemiłe podziękowanie za pamięć napisane przez pana Bogdana Rudzkiego. I czarno-białe zdjęcie z niedżwiedziem wędrującym ścieżką meteorologów. To jedna z najmilszych pamiątek z moich korespondencyjnych archiwów.
    I właśnie dziś opowiadałam o tym wszystkim moim synom- przy okazji próbujac znależć dodatkowe informacje w internecie- i trafiłam na tę stronę, z tyloma dodatkowymi zdjęciami! Szkoda tylko,że zbiorowe zdjęcie jest niepodpisane-miło byłoby zobaczyć autora listu.
    Korzystając z okazji, serdecznie pozdrawiam uczestników wyprawy i autorów bloga.

  8. Jerzy Sacewicz Warszawa dnia 29 września 2014 r. Dopiero dzisiaj przeczytałem interesującą opowieść Ewy Krygier-Court. W czasie naszego zimowania otrzymywaliśmy wiele ciekawych listów, od różnych ludzi i dzieci, staraliśmy na wszystkie odpowiedzieć. Gdy przychodziła poczta po przez Norwegów, każdy z nas otrzymywał kilku lub nawet kilkunastu adresatów którym miał odpowiedzieć i zaspokoić ich ciekawość z naszego pobytu. Ja również odpowiadałem na listy np do uczennicy podstawówki Izy, ciekawy list od górnika, od pracownika z pegeeru i innych. Bogdan Rudzki już nie żyje zginął tragicznie. Z naszej 10-ki zimujących jeszcze żyje nas ośmiu, choć niektórzy już dawno po osiemdziesiątce, ale kondycja dopisuje. Serdecznie pozdrawiam Jerzy Sacewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *